Emocje pokazuję przez muzykę

Podczas XVI festiwalu Otwarte Ogrody w Podkowie Leśnej rozmawialiśmy z Danutą Stankiewicz, „kolorowym ptakiem” polskiej estrady, której koncerty przyciągają zawsze tłumy fanów.

Kamil Kubacki: Jesteś artystką wszechstronną. W styczniu wydajesz swoją 30 płytę. Będzie to również okazja do świętowania 40-lecia twojej pracy artystycznej. Skąd u ciebie zamiłowanie do tak częstych zmian stylistyki utworów, które wykonujesz?

Danuta Stankiewicz: Uwielbiam swój zawód, obecność publiczności bardzo mnie nakręca. Muzyka to ta dziedzina sztuki, która najbardziej łączy ludzi. Bez względu na to, w jakiej części świata odbywa się koncert, w jakim języku się śpiewa.
Obecnie najważniejsza jest dla mnie twórczość Ewy Demarczyk, ale przecież byłam też prekursorką, jeśli chodzi np. o disco-polo i wiele innych wydarzeń muzycznych. Co do polskiej muzyki tanecznej, to traktuję ją w kategorii muzyki ludycznej. Taka muzyka istnieje w każdym kraju. W Stanach jest to country, a tutaj właśnie disco-polo.

K.K. Co w takim razie skłoniło cię, by zająć się kompozycjami
D.S. Jeśli chodzi o piosenki z repertuaru Ewy Demarczyk to… podjęłam ten wysiłek. Ja uwielbiałam tę poezję i jej kompozytorów. Przypuszczam, że nawet, gdyby inni artyści wykonywali te utwory, to każdy mógłby je wykonać w swojej niepowtarzalnej, oryginalnej interpretacji. Starałam się złapać inny klimat, bo ja po prostu inaczej to czuję.

K. K. Wiem, że niektóre twoje wydawnictwa powstały dla konkretnych osób. Czy to prawda?
D.S.
Tak. „Serce dla ciebie, Polsko” i „Nie rzucim ziemi, skąd nasz ród”. To historia Polski przez muzykę – od „Bogurodzicy” przez „Rotę”, po „Rozszumiały się wierzby płaczące” itd. Zrobiłam je dla mojego taty i dla jego braci. Np. w „Bogurodzicy” nałożyłam a capella trzy głosy. Ryszard Poznakowski narzucał mi swoje tempa, a ja mu powiedziałam: „Bogurodzica”, nie mając podziału na takty, umożliwia każdemu wykonawcy interpretację w inny sposób. Ja nie czuję tego w taki sposób, jak ty mi to nagrałeś”. I nagrałam „Bogurodzicę” a capella.

K. K.: Śmiało sięgasz też po muzykę z zupełnie innej strony…
D.S. Uwielbiam też muzykę żydowską. W nowej aranżacji zrobiłam ostatnio „Rebekę”…

K. K. A co możesz powiedzieć o technice śpiewania w utworach Ewy Demarczyk?
D.S. Jeśli chodzi o utwory Ewy Demarczyk, to tu nie można sobie pozwolić na udawanie śpiewania. Cieszę się, że mnie nie przyjęto do szkoły teatralnej. Przeszłam wszystkie etapy, ale zabrakło mi punktów za pochodzenie. Namawiał mnie Aleksander Bardini, ale moje zdolności aktorskie znacznie łatwiej pokazać przez muzykę, bo gdybym dostała się do szkoły, wyrażałabym emocje jedynie słowem.

K. K. Jak oceniasz osoby, które kolokwialnie mówiąc, biorą na warsztat piosenki „Czarnego Anioła”?
D.S. Są aktorki, które śpiewają piosenki Ewy Demarczyk, które – jeśli nie są w stanie „dośpiewać”, to powiedzą, zagrają to. Gdy kilkanaście lat temu po raz pierwszy zadzwoniłam do Zygmunta Koniecznego, bardzo bałam się, czy wyrazi zgodę na śpiewanie tych piosenek. Powiedział mi: - Pani Danuto, nawet pani nie wie, jak ja się cieszę, że to pani, a po drugie: nigdy nie podpisywałem żadnej umowy z Ewą Demarczyk, więc za moją zgodą, każdy może śpiewać te utwory. Usłyszałam, że jestem pierwszą osobą, która poprosiła o nuty. Wszyscy uczą się od Ewy Demarczyk, pokazują jej emocje, a nawet stosują w tych samych miejscach oddechy. Trzeba przy tym stać i patrzeć w jeden punkt! Nawet niektórzy dziennikarze piszą, że nie można wtedy okiem mrugnąć. Nieprawda!

K.K. Jeśli chodzi o krążek z piosenkami Demarczyk, to…
D.S. Wiele lat temu, gdy byłam nią zafascynowana, to Krystyna Gucewicz napisała mi, że rośnie wielka konkurencja dla Demarczyk. Wtedy bardzo się zablokowałam. Przecież Demarczyk jest jedyna, niepowtarzalna, nie ma o czym mówić w ogóle. Musiało minąć kilkanaście lat, zanim dojrzałam do tego, żeby zrobić tę płytę. Będzie to mój 30 solowy krążek na 40-lecie pracy artystycznej, wydany z okazji 80. rocznicy urodzin pani Ewy.

K.K. Kiedy można się go spodziewać?
D.S. Stanie się to w styczniu 2021 r., ale wszyscy zastanawiają się, kiedy dokładnie, bo nie wiadomo, jak rozwinie się sytuacja z pandemią.

K.K. Zdradzisz nam swoje najbliższe plany koncertowe?
D.S. Jest tego trochę, zresztą ze swoimi piosenkami odwiedziłam już miasta na całym świecie. Będę także w Grodzisku (śmiech).

K.K. Czy po Ewie Demarczyk przyjdzie pora na pochwalenie się kolejnymi projektami?
D.S. Kończymy niebawem projekty czysto polskie, ale mam już przed sobą genialny projekt międzynarodowy. Wiem na pewno, że jestem ograniczona przez śpiewanie utworów w języku polskim. Po Ewie Demarczyk szykuję się do Chopina. Muszę coś dla niego zrobić. Mój Chopin to jest rozmowa między mną a Chopinem, między kobietą a mężczyzną. Sztuką przy transkrypcji jest to, żeby wiedzieć, które dźwięki, nawet w temacie muzycznym, są najistotniejsze. One mogą być dopiero wtedy zrealizowane, kiedy ja mam już napisany tekst. Na tej płycie będę przywoływała Chopina wirtualnie. 

K.K. Bardzo dziękuję za rozmowę.
D.S. Dziękuję.

Polub nas na Facebook