Podczas Sesji Rady Miasta, która odbyła się w dniu 10 września, a na której jak zwykle była garstka mieszkańców, wielokrotnie podnosiłam rękę, prosząc o udzielenie mi głosu. W przerwie podeszłam do Przewodniczącej ponawiając prośbę. Prosił również o to, w moim imieniu, Wiceprzewodniczący Rady Miasta – Waldemar Parol. Pani Przewodnicząca z uporem odmawiała mi głosu, mimo iż w ręku miała pismo Wojewody Mazowieckiego wyjaśniającego kwestię udzielania głosu mieszkańcom.

Wspomniane pismo Wojewody stanowiło odpowiedź na zgłoszone przez dwa Stowarzyszenia: Razem dla Milanówka i Komitet Wsparcia Inicjatyw Lokalnych - wątpliwości dotyczące nie udzielania mieszkańcom głosu podczas Sesji. Przewodnicząca odmawiając udzielenia głosu mieszkańcom, wielokrotnie zasłaniała się obowiązującym ją prawem, tymczasem z odpowiedzi Wojewody wynika, że : „… Przewodniczący obrad może udzielić głosu osobie obecnej na sesji w związku z omawianym punktem obrad. Oznacza to, iż taki zapis stanowi uprawnienie Przewodniczącego, nie zaś obowiązek każdorazowego udzielenia głosu osobom obecnym podczas obrad sesji rady…”

Gdyby Przewodnicząca zapoznała się z Regulaminem Rady Miasta, gdzie w par. 10 pkt 5 napisano Przewodniczący obrad może udzielić głosu osobie obecnej na sesji w związku z omawianym  punktem obrad” i wykazała trochę dobrej woli, to uniknęło by się wielu nerwowych sytuacji i konieczności zwracania się do Wojewody po wykładnię obowiązującego prawa. Do tego potrzeba nie uporu, a otwartości i kilku innych cech, których Przewodnicząca nie ma.

Ci z Państwa, którzy czytają moje artykuły wiedzą, że od lat aktywnie uczestniczę w posiedzeniach komisji i sesji Rady Miasta. Podczas poprzedniej kadencji wielokrotnie udzielano mi głosu. Robiła to Przewodnicząca Maria Sobczak i zastępujący ją Karol Wójcik. Ale oni wiedzieli, że czasem warto posłuchać tego co mają do powiedzenia mieszkańcy, a ja wiedziałam, że możliwości zabierania głosu nie powinnam nadużywać. Tymczasem Przewodnicząca Małgorzata Trębińska nie była nawet zainteresowana w jakiej kwestii chcę zabrać głos, a sprawa jest dość istotna, bo dotyczy taryf za wodę i odprowadzanie ścieków.

Zgodnie z obowiązującymi regulacjami prawnymi, wysokość taryf proponuje MPWiK, a zatwierdzają Wody Polskie (skrót nazwy), a nie jak dotychczas radni. Z jednym wyjątkiem. Jeżeli w taryfach uwzględniono dotacje miasta, to radni powinni w tej sprawie podjąć uchwałę zatwierdzającą jej wysokość i okres obowiązywania. Tymczasem takiej uchwały radni nie podjęli. Jest jedynie uchwała 321/XXXVII/17  podjęta przez Radę Miasta w dniu 31 sierpnia 2017 r dotycząca wysokości taryf obowiązujących w okresie od 1 października 2017 r do 30 września 2018 r, ale jej zapisy są nieprecyzyjne i można jedynie domniemywać, że ten okres dotyczy również dopłaty. Domniemanie jest o tyle proste, że taka uchwała była podejmowana co roku i zawsze dotyczyła wysokości taryf i dopłaty.

Jeszcze w poprzedniej, ale również i w tej kadencji, zwracałam radnym uwagę na fakt, że  taka dopłata jest niesprawiedliwa społecznie. Tym mieszkańcom, którzy mają kanalizację i płaciliby za 1m ścieków – 11,17 dopłaca się 2,08 z budżetu miasta. Ci mieszkańcy, którzy mieszkają przy ulicach gdzie nie ma kanalizacji i płacą za 1 m ścieków powyżej 20 zł – dopłaty nie mają. Jak rozumieć w tej sytuacji wieloletnią radną, harcerkę - Marzenę Osiadacz, która pyta czy radni mogą zwiększyć dopłatę i pani Skarbnik musi jej tłumaczyć, że oczywiście można tylko będzie to miało wpływ na inne wydatki, w tym na inwestycje.

Przykro mi to pisać, ale obserwując wielu naszych radnych, głosujących nad uchwałami, których treści nie znają (pisałam o tym wielokrotnie), którzy przyszli do Rady głównie po to by załatwić swoje interesy np. remont swojej drogi lub inwestycje w swoim okręgu (to ci, którzy chcą kandydować w najbliższych wyborach), nie zwracając uwagi na potrzeby całego miasta - z coraz większą niechęcią przychodzę na komisje i zabieram głos zwracając uwagę na ważne sprawy tego miasta i jego mieszkańców. I właśnie dlatego na komisje naszej Rady prawie nikt nie przychodzi. A mamy obowiązek budować społeczeństwo obywatelskie.

Mam poważne wątpliwości, czy większość naszych radnych, a szczególnie Przewodnicząca Rady Miasta rozumie co to znaczy. Zawsze uważałam, że Przewodniczący Rady Miasta podobnie jak Burmistrz, powinni mieć cechy lidera. Tymczasem obserwując sesje odnosiłam wrażenie, że Radzie przewodniczą zupełnie inne osoby. Podobnie było na komisjach, w których uczestniczyła Przewodnicząca.

Ta Rada pod przewodnictwem Małgorzaty Trębińskiej nie podjęła żadnej inicjatywy uchwałodawczej, zapomniała, że jest organem kontrolnym. Pani Trębińska wielokrotnie narzekała jedynie, że o niczym nie jest informowana przez panią Burmistrz. A czy czymkolwiek się interesowała? Kiedy przed wieloma miesiącami zwracałam uwagę, że przeznaczenie budynku po przedszkolu na MCK jest błędem, pani Przewodnicząca milczała. Dopiero teraz doszła do wniosku, że powinien tam być nie MCK, a OPS (wypowiedź na sesji w dniu 10 września). Nie zaprosiła na żadną sesję radnych powiatowych, na których oddali głosy mieszkańcy Milanówka, a przecież z powiatem łączy nas wiele spraw, chociażby drogi powiatowe przechodzące przez Milanówek, z którymi mamy wiele kłopotu, nie mówiąc już o światłach na ul. Nowowiejskiej przy Skośnej. Nie była zainteresowana jak reprezentują nas w radzie powiatu. Nie poprosiła radnego Paćko, naszego przedstawiciela w Społecznej Radzie Szpitala Zachodniego, o złożenie sprawozdania z działalności tej Rady. Jest członkiem Milanowskiego Towarzystwa Letniczego, współpracuje ze Stowarzyszeniem Pamięci Rodzinnej, a nie podjęła żadnych działań związanych z ochroną niszczejących archiwaliów, które mieszkańcy kiedyś przekazali do Mini Muzeum prowadzonego przez radnego Starościaka.

Na jednym z posiedzeń Komisji Praworządności zapytałam radnych, czy dobrze się czują jak siedzą rozparci w fotelach, a mieszkaniec zadający im pytanie lub poruszający ważną dla niego kwestię stoi z dokumentami na baczność przed mikrofonem. Przewodnicząca nawet w tej sprawie nie podjęła żadnego działania. Jest tak skoncentrowana, chyba na swojej kampanii wyborczej, że nie odpowiedziała redakcji gazety  na pismo skierowane do niej w dniu 16 sierpnia, a nawet nie pamięta, że takie pismo do niej dotarło i je widziała. Kiedy wczoraj zapytałam kiedy otrzymam odpowiedź, a pytam o to już drugi raz, usłyszałam pytanie – na jakie pismo, przecież już Pani odpowiedziałam. Tak, odpowiedziała,  na poprzednie – lakonicznie jednym zdaniem i po czasie.

Zdjęcie banneru, które zamieszczamy, redakcja otrzymała od jednego z mieszkańców. Jak widać nie tylko ja uważam, że Przewodnicząca knebluje usta mieszkańcom.

Polub nas na Facebook