Zegar już tyka! Do igrzysk olimpijskich w koreańskim Pjongjang ponad 550 dni. Dla kibiców to szmat czasu, bo przed nami wciąż letnie IO w Brazylii. Oni jednak już myślą o tym, co wydarzy się w 2018 roku. Oni, czyli łyżwiarze szybcy.

Wśród nich jest oczywiście Luiza Złotkowska, dwukrotna medalistka igrzysk olimpijskich, wicemistrzyni olimpijska z Soczi. Nasza utytułowana panczenistka wie, że to ostatni dzwonek na eksperymenty! Dlatego w tym roku zdecydowała się na zmianę łyżew. Kolor? Miętowy! "Jeden z moich ulubionych" - śmieje się Luiza, która w tym roku świętowała w gronie najbliższych 30. urodziny.

Z nowych łyżew - przynajmniej na razie - Luiza jest zadowolona. "Jeździło mi się dobrze, będę to kontynuować" - mówi nasza łyżwiarka szybka, która za sobą ma już pierwszy obóz na lodzie. Niedawno wróciła z niemieckiego Inzell, gdzie przez 3 tygodnie trenowała w łyżwiarskiej mekce pod okiem starego, nowego trenera. Witold Mazur, z którym dotychczas pracowała dwukrotna medalistka igrzysk olimpijskich, zastąpił Wiesława Kmiecika na stanowisku trenera kadry łyżwiarzy szybkich. "Skoro Witold Mazur dołączył do kadry męskiej, to ja też. W grupie jest sześciu zawodników, wśród nich oczywiście mistrz olimpijski z Soczi Zbigniew Bródka" - mówi Luiza. Treningi są potwornie ciężkie. "Robię praktycznie to samo, co Zbyszek. Nasze zajęcia różnią sie tylko obciążeniami na siłowni. Dla mnie to duży wysiłek, ale fajnie jest trenować z kimś, kto jest lepszy ode mnie. Widzę, jaki Zbyszek ma charakter i mogę z tego korzystać" - dodaje.

Złotkowska dobrze czuje się w "męskim" towarzystwie. "Gdy jest za dużo kobiet, pojawiają się problemy. Atmosfera w grupie jest naprawdę fajna, wszyscy nastawieni są na treningi" - komentuje.

Za sobą ma już trzy zgrupowania. W Zakopanem, Zieleńcu i - wspomnianym już - niemieckim Inzell. Przed nią między innymi wyjazd do Włoch. Gdy pytam ją o dom, bez wahania odpowiada: Grodzisk Mazowiecki. "Tu odpoczywam, to jest moje miejsce. Mam tu rodzinę, przyjaciół" - opowiada. Uspokaja ją... gotowanie. A właściwie wypieki. "W tym jestem dobra, talent kulinarny odziedziczyłam po mamie" - śmieje się.

Docenia czas wolny, bo wie, że ma go bardzo niewiele. "Podczas zgrupowań czas jest wypełniony w 100 procentach. Jeżeli już mam wolne, to staram się przeznaczyć ten czas na regenerację" - mówi. Często pozwala sobie na drzemkę, ale w granicach rozsądku - maksymalnie 30 minut. Wieczór to czas na seans. "Rzadko jednak oglądam do końca, zasypiam w trakcie" - śmieje się. Wtajemniczeni wiedzą też, że lubi dobrą muzykę. Ma słabość do O.N.A, ale ostatnio częściej słucha Florence & The Machine. "Miałam jechać na koncert, ale nie udało się. Od przyjaciółki dostałam płyty. Słucham w aucie i podśpiewuje" - mówi Luiza, która po cichu myśli już o kolejnych igrzyskach olimpijskich w 2018 roku w Korei Południowej. Z dwóch poprzednich przywiozła medale - brązowy z Vancouver i srebrny z Soczi. Do kolekcji brakuje jej tylko złotego. Biało - czerwone z pewnością stać na jego zdobycie!

Sezon 2016/2017 to dla Luizy dwa ważne starty - mistrzostwa świata i mistrzostwa Europy, które odbędą się w Polsce, a dokładniej w Warszawie na Stegnach. Zobaczymy najlepszych łyżwiarzy, na czele z multimedalistką igrzysk olimpijskich - Czeszką Martiną Sablikovą. To będzie prawdziwa gratka dla fanów sportów zimowych.

Na razie jednak przed Luizą kolejny obóz. Tym razem we Włoszech. Do domu wróci pod koniec sierpnia i na pewno będzie mogła liczyć na pomoc sąsiadów. "Przyzwyczaili się, że mnie nie ma. Ostatnio, gdy wróciłam z Inzell, właśnie kończyli grilla i pomogli mi się rozpakować" - opowiada. Jak mawia stare przysłowie: "Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej". A dom jest w Grodzisku Mazowieckim...

Luiza od dwóch lat reprezentuje barwy klubu UKS Sparta, dla którego wywalczyła 7. tytułów mistrzyni Polski. W czerwcu - w swoim debiucie w Pucharze Świata w jeździe na rolkach - zajęła 4. miejsce.

Polub nas na Facebook