List otwarty do Rady Miasta Milanówka

Zamieszczamy list otwarty pani Iwony Dornarowicz skierowany do Rady Miasta Milanówka, który jego autorka przesłała do redakcji z prośbą o zamieszczenie. Pani Iwona Dornarowicz jest założycielem i prezesem Stowarzyszenia T-Art., reżyserem i autorką scenariuszy wielu sztuk wystawionych przez Stowarzyszenie,  przede wszystkim w Milanówku, ale także w innych miastach w kraju i zagranicą.

List otwarty do Rady Miasta Milanówka

Do napisania tego listu skłoniła mnie tragedia, jaka wydarzyła się w Milanówku 10 stycznia. Robię to bardzo osobiście. Nie zwracam się do wszystkich Radnych, proszę o też osobiste odniesienie się do poruszonych spraw we własnym sumieniu.

Niejednokrotnie w kontaktach z Radą Miasta wyrażałam explicite swoje pretensje, że przy decyzjach w sprawie kultury w Milanówku nie zostało wzięte pod uwagę zdanie praktyków – osób od lat zajmujących się kulturą, artystów, animatorów. Moje wypowiedzi, pisma były traktowane tylko
i wyłącznie jako „walka o Łąkową”. Tymczasem w piśmie Grupy „Łąkowa” było wyraźnie napisane: „Otóż dlaczego w sprawie utworzenia ośrodka kultury przy Łąkowej – jednoznacznie odrzucając ten projekt i wystosowując swoje stanowisko do Burmistrza, powstrzymujące wszelkie jego działania w tym kierunku – nie zwrócili się Państwo do praktyków: animatorów kultury, których działania utrudnia od 4 lat brak miejsca do realizacji działań kulturalnych? Nie skonsultowali Państwo z nimi, jak trwająca sytuacja ogranicza rozwój kultury i jak obecny marazm może się przełożyć na działania w przyszłości?”.

Wielokrotnie podkreślałam ustnie na Komisjach Kultury, też na jakiejś sesji, że odrzucenie osób praktycznie zajmujących się kulturą jest złe. Pamiętam rozmowę po którejś sesji (może Komisji), już na zewnątrz budynku, gdy Pani Przewodnicząca powiedziała, że szanuje nasze działania artystyczne w Milanówku. Odpowiedziałam, że potraktowano nas jak śmieci, jak kogoś, kogo nie ma, nie konsultując z nami decyzji o rozwoju kultury w Milanówku.

Ludzie, którzy oddają swoje serce, czas jakiejś idei – i robią to świetnie – zasługują na szacunek. Szacunkiem jest liczenie się z nimi, z ich zdaniem. Uważne wysłuchanie tego zdania. Przebijaliśmy się z tym zdaniem rozpaczliwie na różne sposoby. Właśnie – przebijaliśmy się – to jest właściwe słowo. Walczyliśmy o nasze miejsce w milanowskiej kulturze – miejsce umocowane pracą, sercem i miłością do Milanówka. Wzięłam to „na klatę”, to ja się odzywałam. Mojego Przyjaciela bardziej to bolało. Zwątpił, jakiś czas temu mówił, że nie ma tu dla nas miejsca. I nie chodziło tylko fizyczne miejsce – podstawowe warunki do pracy – ale o miejsce w świadomości decydentów. Powinno być odwrotnie – to laicy, jeśli chodzi o sprawy kultury, powinni przebijać się do fachowców. Do nich w pierwszym rzędzie powinni się zwrócić. Nie mają Państwo pojęcia o rozwoju kultury. Absolutnie żadnego. Nie mają Państwo pojęcia o narzędziach, dzięki którym można kulturę animować. Nie mają Państwo pojęcia o roli, jaką odgrywa obcowanie młodych ludzi ze sztuką i że na to muszą być warunki. Totalny brak planu i wizji, Komisjo Kultury. W którejś wypowiedzi wyartykułowałam, że sam zakup Łąkowej jest niejako sprawą drugorzędną – pierwszorzędną było oddanie szacunku i miejsca w tej „dyskusji” osobom, które pojęcie o rozwoju kultury mają. Ja to mówiłam od pewnego momentu bardzo wyraźnie. Bo wiedziałam, jak to bolało mojego Przyjaciela. Odnosiłam wrażenie, że Państwo nie wiedzą, o czym mówię. Może faktycznie tak było.

Pozwalali Państwo na profilu Państwu sprzyjającym szkalować, wyśmiewać, poniżać, deptać wartościowych ludzi, w tym mojego Przyjaciela. Nie trzeba być wyjątkowo bystrym, żeby nie zauważyć bezpośredniego związku profilu Milanówek – Milanowianie kochający Milanówek z Radą Miasta. Wpisy typu Tosia K. i inne podpisane w ten sposób z profilu Pani Przewodniczącej, która umieszczała je do czasu u siebie, przeszły płynnie na Milanowian. Osoby, które wypowiadały się na sesjach czy komisjach popierające Radę Miasta, wypowiadały się na tym profilu. To jest wielka odpowiedzialność nazwać Artystę „pseudo artystą” – prawdziwego Wielkiego Artystę. Czy chory z nienawiści administrator zdaje sobie sprawę z tego, do czego dopuszczał? Czy nie wie, że hejt zabija? Pełno o tym informacji w sieci. Na profilu mojego Stowarzyszenia raz jedyny pojawił się hejterski wpis, wymierzony przeciwko osobie nas lubiącej. Natychmiast ostro zareagowaliśmy – autor wpisu usunął go również natychmiast. Gdyby tego nie zrobił, zrobiłby to administrator. Administratorze Milanowian – tak, hejt zabija. Autorzy wpisów, ci podpisujący się imieniem i nazwiskiem, wszystkie Tosie, Williamy, Józefy itp. z pierwszą literą „nazwiska”, którzy płynnie przeszliście ze swoim hejtem z profilu Pani Przewodniczącej, piszący o pseudoartystach z Grupy „Łąkowa”, o „Kiepurze i Modrzejewskiej” z wielkim jadem – tak, hejt zabija. Rado Miasta – przecież to jasne, że to „Wasz” portal, kto śmiał mieć inne zdanie, był blokowany. „Wasz” ujęłam w cudzysłów, bo to nie portal Rady Miasta, ale Was promuje, Wam sprzyja, niszczy Waszych przeciwników – też tych Radnych, którzy mieli inne zdanie niż większość. Zadeptałabym się ze wstydu, gdyby moje działania popierał taki portal – takie błoto, taki gnój.

Czy Państwo Radni zdają sobie sprawę z tego, że potraktowali Wielkiego Artystę, jakby go w ogóle nie było w Milanówku? Czy Komisja Kultury zdaje sobie sprawę z tego, że w ustaleniach co do rozwoju kultury w Milanówku Dariusz Biernacki miał najwięcej do powiedzenia? Nie zrobiliście promila tego dla kultury co On. Wiem, jak bardzo Go to bolało. Czy mają Państwo taką świadomość?

Depresja jest ciężką chorobą. Nie można jej jednak oddzielać od środowiska. Może ono albo łagodzić, albo karmić chorobę. Stosunek władzy uchwałodawczej, Komisji Kultury do Wielkiego Artysty nakarmił chorobę. Nie mówię, że jako jedyny – jeden z kilku, o których wiem. I jeszcze raz podkreślam to, z czym się chciałam przebić niejednokrotnie: złem było nie samo odrzucenie miejsca, w którym kultura mogłaby się rozwijać, ale odrzucenie Człowieka. Artysta, społecznik, pedagog sztuki został zepchnięty na margines w milanowskiej „dyskusji” o kulturze.

Chcę zmusić do refleksji nad szacunkiem dla człowieka. Nad prawdziwą troską o szeroko pojmowane dobro. Nad odpowiedzialnością za własne postępowanie. Brak uważności na człowieka jest katastrofalnym błędem. To nie jest kwestia prawa, to jest kwestia sumienia. Niech się Państwo zapoznają z opinią specjalistów na temat formy samobójstwa, jaką jest samospalenie, ja nie będę
o tym pisać.

Nie wiem, jak zostanie potraktowany ten list. Moją intencją nie jest oskarżenie. Ani to moja rola, ani nie ta płaszczyzna. Moją intencją i powinnością wobec Przyjaciela jest odniesienie się do społecznego spektrum tragedii z 10 stycznia. Z jej osobistym aspektem mierzę się sama.

Wnoszę o odczytanie tego listu na sesji.

 

Iwona Dornarowicz

 

Polub nas na Facebook