Rodzina Witaczków – czy teraz stać nas na taką odwagę, poświęcenie i bezinteresowność? Cz. III

fot. Archiwum Państwowe w Warszawie, Zbiór Zofii Żóławskiej

Rzeź Woli w pierwszych dniach Powstania Warszawskiego (5-7 sierpnia)  oraz masakra, jakiej dokonano na Zieleniaku na Ochocie sprawiły, że wiele rodzin z dziećmi zwłaszcza mających krewnych pod Warszawą usiłowało się z niej wydostać na własną rękę. W dniu 6 sierpnia utworzono obóz przejściowy Dulag 121 w Pruszkowie, do którego już dzień później dotarły pierwsze partie wypędzonych warszawiaków , którzy z kościoła św. Wojciecha na Woli dotarli pieszo do Pruszkowa. Rozpoczęły się masowe transporty do obozu, z którego zwalniano głównie ludzi nienadających się do wywiezienia na przymusowe roboty, czyli chorych, starych lub dzieci. Szacuje się że od 50 do nawet 80 tysięcy osób szukając pomocy przeszło przez Milanówek, z czego kilka tysięcy zatrzymało się na dłużej.

W raporcie pisanym 25 sierpnia 1944 w Krakowie dla Prezesa RGO, odzwierciedlającym sytuację panującą w Milanówku przed tą datą, mowa o 6 tysiącach osób, jakie zatrzymały się w Milanówku i kilkunastu tysiącach przejeżdżających przez miasto, których należy nakarmić (Archiwum Akt Nowych, Rada Główna Opiekuńcza, sygn. 1484A, s. 52). Pojawienie się tak dużej ilości uchodźców właśnie w tej miejscowości nie było kwestią przypadku, zbiegały się tutaj dwie linie kolejowe EKD i PKP. Milanówek znajdował się na trasie linii kolejowej przebiegającej między Pruszkowem (Dulag 121) a Grodziskiem Mazowieckim oraz drogi łączącej obie te miejscowości (dawna Droga Królewska). Jako przedwojenna miejscowość letniskowa dysponował dużą ilością budynków pełniących rolę pensjonatów. Wiele prywatnych budynków mieszkalnych budowanych było z myślą o okresowym wynajmowaniu pomieszczeń letnikom. Stąd tak wiele werand, osobnych wejść i znacznie większa powierzchnia niż w standardowych domach. Do tego Milanówek zamieszkany był głównie przez przedstawicieli inteligencji, wolnych zawodów, urzędników państwowych o bardzo dużej świadomości społecznej i patriotyzmie. Potwierdzają to sprawozdania składane w Radzie Głównej Opiekuńczej (RGO). Mieszkało tu wielu lekarzy, zwykle pracujących w Stolicy, którzy natychmiast włączyli się w udzielanie pomocy medycznej potrzebującym mieszkańcom Warszawy, bowiem w miarę powiększającej się z każdym dniem liczby rannych i chorych rosła konieczność tworzenia placówek szpitalnych, w których chorzy mogli być otoczeni całodobową i profesjonalną opieką. Dlatego też do Milanówka ewakuowano tak wiele szpitali z Warszawy oraz utworzono nowe. Szpitalom tym największego wsparcia udzielali Witaczkowie. W laboratorium ich fabryki tkano bandaże,  sterylizowano opatrunki i narzędzia chirurgiczne, tam też produkowano środki dezynfekujące takie jak spirytus, jodynę i rywanol. W przekazanych do Archiwum Państwowego w Warszawie dokumentach ( Zbiór rodziny Witaczek z Milanówka 1944-1952) znajdziemy informację o narzędziach chirurgicznych, lekach, pościeli, żywności, opale, a nawet trumnach wykonywanych w fabrycznej stolarni.   

Jednak największym obciążeniem dla Witaczków, tak w sensie finansowym jak i logistycznym było przyjęcie ponad 400 dzieci w wieku od kilku miesięcy do czterech lat z  Zakładu Ks. Baudouina ewakuowanego z Warszawy na teren Stacji Jedwabniczej w Milanówku, w końcu sierpnia 1944. Zgodnie z relacją dr Marii Wierzbowskiej ówczesnego dyrektora Zakładu dostała ona od władz niemieckich 24 godziny na ewakuację, w przeciwnym razie wszyscy mieli się znaleźć w obozie (prawdopodobnie przejściowym). Połowa dzieci była chora z powodu ukrywania się w piwnicach. Dzieciom towarzyszył personel zakładu oraz kilkadziesiąt matek, które w trakcie Powstania szukało w Zakładzie pomocy medycznej dla swych dzieci.  Dr Wierzbowska, która po wojnie została profesorem Akademii Medycznej we Wrocławiu sporządziła swoją relację dla Państwowego Domu Matki i Dziecka nr 1 w Warszawie na ul. Nowogrodzkiej 75.  Kopia tej relacji przekazana Stanisławie Witaczek została potwierdzona za zgodność z oryginałem przez sekretarza Państwowego Domu Matki i Dziecka.  Jak pisze dr Wierzbowska „…dzień cały (27 sierpnia) spędziłam w Milanówku na poszukiwaniu odpowiedniego budynku – bezskutecznie. W końcu trafiłam do CDSJ, której dyrektorem był Ob. Henryk Witaczek. Dyrektor dowiedziawszy się o tragicznej sytuacji w jakiej znalazł się zakład, wyraził natychmiast gotowość przyjścia z pomocą. Odstąpił zakładowi budynek magazynu tkanin, nowo wybudowany z centralnym ogrzewaniem oraz ogromną nową halę. Zarządził opróżnienie wymienionych pomieszczeń, tak iż w ciągu 48 godzin mogliśmy umieścić tam dzieci, matki, personel w liczbie około 500 osób oraz uratowany inwentarz Zakładu.”  Zakład  posiadał nawet własny szpital z oddziałami wewnętrznym i kokluszowym. W końcu listopada 1944 rozpoczęło się przenoszenie Zakładu do Nowego Targu, ale aż do maja 1945 roku część chorych dzieci, opiekujący się nimi personel oraz matki z dziećmi, które znalazły w Zakładzie tymczasowe schronienie pozostała na terenie CDSJ( relacja dr Wierzbowskiej sygn.14, strona 31).

 Zatrudniony w charakterze stolarza w Centralnej Doświadczalnej Stacji Jedwabniczej Józef Klupa w swoim oświadczeniu napisał (sygn. 14, s. 64) „Stolarnia zatrudniała kilku ludzi i była przeznaczona na wyrób różnych części budowlanych, gablot wystawowych i szkolnych itp. Jednakże muszę oświadczyć, że wielką część naszych robót stanowiły różne przedmioty rozdawane potrzebującym nieszczęśliwym ludziom. Robiliśmy wiec prycze, stoliki, szafki, łóżeczka dziecinne, kojce, stojaki dla dzieci, trumny i różne inne przedmioty potrzebne dla życia. Po Powstaniu cała stolarnia nic innego nie robiła, tylko to co potrzebne było do rozdania.”  W potwierdzonej notarialnie relacji Marcina Ciebielskiego wysiedlonego z Sierakowa w 1939 roku, który znalazł zatrudnienie w CDSJ u Witaczków ( sygn.14, s.35) możemy przeczytać „…bardzo wielkie nasilenie tej pomocy nastąpiło po upadku powstania w Warszawie, kiedy to ogromna ilość mieszkańców Warszawy szukała schronienia w Milanówku. W samej fabryce Ob. Witaczek Henryk ulokował cały zakład dla podrzutków śm. Ks. Bogunina (tak w oryginale) z Warszawy, liczący ogółem do 600 osób, które były na utrzymaniu Ob. Witaczka. Sam wykonywałem z moimi pracownikami bezpłatne trumny dla zmarłych wysiedlonych , także dokonując różnych remontów w biednych mieszkaniach. Dla najbiedniejszych wydawał mleko oraz żywność ze swojego majątku w Żółwinie.” Relacje osób i suche zapisy w księgach pomocy uzupełniają się wzajemnie.   Na przykład w  księdze udzielonej pomocy oznaczonej sygn. 5, pod datą 2 września dla Zakładu ks. Boduena wykonano następujące prace: polutowano 4 kotły, wybudowano szopy na trupiarnię, postawiono kuchnię dla Zakładu, zreperowano i przerobiono 77 łóżek, zrobiono 3 stoły i 6 ławek dla dzieci, zreperowano wózek. We wszystkich relacjach powtarzają się informacje o szczególnym stosunku Witaczków do dzieci, którym nie tylko zapewniano schronienie, żywność, opiekę medyczną, ubrania, ale także kontynuowanie nauki.   


Relacja dr Marii Wierzbowskiej zamieszkałej po wojnie we Wrocławiu z dnia 22 stycznia 1951 APW, Zbiór rodziny Witaczek z Milanówka 1944-52, sygn. 14


Oświadczenie dr Wieńczysława Dońskiego  zamieszkałego po wojnie w Toruniu z dnia 28 grudnia 1950. APW, Zbiór rodziny Witaczek z Milanówka 1944-52, sygn. 14


Oświadczenie Władysławy Markiewiczowej mieszkającej po wojnie w Warszawie z 20 lutego 1951. Zbiór rodziny Witaczek z Milanówka 1944-52, sygn. 14


Oświadczenie Marcina Ciebielskiego zamieszkałego po wojnie w Sierakowie z dnia 5 lutego 1951 . Zbiór rodziny Witaczek z Milanówka 1944-52, sygn. 14


Oświadczenie Janiny de Berg zamieszkałej po wojnie w Katowicach z dnia 9 stycznia 1951. Zbiór rodziny Witaczek z Milanówka 1944-52, sygn. 14

 

 

Polub nas na Facebook