Już w 2006 r. pisaliśmy o zagrożeniach związanych z działalnością i likwidacją produkcji na terenach MIFAM-u. Nie sądziliśmy wówczas, że ignorancja i zaniedbania po likwidacji mogą aż tak boleśnie dać o sobie znać, gdyż w ostatnim czasie w ujęciach wody w okolicach dawnej fabryki wykryto przewyższający normy poziom chlorku winylu.

Od tego czasu wielokrotnie pisaliśmy zarówno o zagrożeniach związanych z działalnością prowadzoną na terenach dawnego MIFAM-u, jak i procesie likwidacji samego zakładu. Tajemnicą poliszynela jest to, co działo się na jego ternie w okresie „świetności”. Niestety, lata zaniedbań dały o sobie znak w najgorszy możliwy sposób.

Podczas rutynowych badań grodziski Sanepid wykrył przewyższający normy poziom chlorku winylu w wodzie w grodziskiej sieci wodociągowej. Dotyczyło to SUW Cegielniana. Normy były przekroczone około czterokrotnie. Zagrożenie potwierdziły też badania wody z ujęcia Dębowa w milanowskim SUW „Na Skraju”. Choć od początku padło podejrzenie na zatrucie przemysłowe pochodzące z terenu MIFAM-u, lokalne władze nawiązały współpracę z Państwowym Instytutem Geologicznym - Państwowym Instytutem Badawczym w Warszawie w celu znalezienia źródła skażenia.

Na szczęście woda w wodociągach jest bezpieczna. Obecnie nie jest podawana do sieci woda z zanieczyszczonych źródeł, które są odłączone od sieci i pracują w trybie jałowym, by uniknąć zniszczenia odwiertów. Trwają też badania mające na celu zlokalizowanie źródeł zanieczyszczeń.

Warto zaznaczyć, że obecny właściciel terenu współpracuje z władzami i udostępnił teren, umożliwiając przeprowadzenie badań. Na początku kwietnia w jednym z ośmiu odwiertów na terenie dawnej fabryki odnotowano obecność związków chemicznych w stężeniu wyraźnie przekraczającym dopuszczalne normy, a w dwóch pozostałych w stopniu niewielkim. Odwierty, które zostały wykonane, zlokalizowane są w północno-wschodniej części terenu, przy samej granicy działki – w kierunku znajdującego się tam centrum handlowego. Tamten teren dawniej był otwarty i jednocześnie najszybciej zagospodarowany. Jednocześnie tam znajdowały się kłopotliwe firmy, o których kilkakrotnie pisaliśmy.

Cieszy to, że instytucje nadzoru wykryły zagrożenie i rozpoczęto odpowiednie działania. Szkoda jedynie, że o zdarzeniach z listopada dowiadujemy się dopiero wiosną tego roku, po publikacji w mediach społecznościowych. Trudno zrozumieć, dlaczego nie ukazał się na ten temat żaden komunikat. To zaś dało pożywkę dla wielu teorii spiskowych. Dodatkowo wiele osób ma własne studnie, korzystające z dużo płytszych pokładów i warto, by wiedziały one o potencjalnym zagrożeniu. Ich woda nie jest badana i cały czas żyją w nieświadomości, co właściwie piją.

Polub nas na Facebook


To może Cię zainteresować: