Dyrektor artysta

Jest absolwentem Akademii Muzycznej w Katowicach. Na dyplomie figuruje zapis magister sztuki w zakresie gry na perkusji. Jest muzykiem sesyjnym i lubi pracę w teatrze oraz w orkiestrach big bandowych. Współpracował z orkiestrami festiwalowymi Kukla Band i Adama Sztaby. 14 lat współpracował z Teatrem Buffo, a także z Krystyną Jandą. Nagrywał z Michałem Bajorem i Zbigniewem Wodeckim. Od 23 lat zajmuje się muzyką, która stanowi oprawę dla sztuki. W ubiegłym roku został dyrektorem Grodziskiego Ośrodka Kultury.
- Czy stanowisko menadżera ośrodka kultury to pana pierwsze doświadczenie?
- Całe życie byłem menedżerem dla siebie, bo nigdy nie pracowałem na etacie. Reprezentowałem – jak większość artystów, tak zwany „wolny zawód”. Aby utrzymać się na powierzchni, trzeba było w posiadać zdolności menadżerskie. Ani Monika Olejnik, ani Piotr Najsztub nie studiowali dziennikarstwa, a są znakomitymi dziennikarzami. Oni również są typowymi przedstawicielami „wolnego zawodu”. Pewnie i przy rozstrzyganiu konkursu zdecydowano się bardziej na artystę niż na urzędnika.
- Co Pana skłoniło, by ubiegać się o posadę dyrektora Centrum Kultury?
- Był to rodzaj wyzwania, a ja lubię stawiać im czoła. Dwudziestotrzyletnie doświadczenie w obcowaniu na co dzień z kulturą i sztuką podpowiadało mi, że mogę się tutaj po prostu przydać. Wszędzie otwiera się centra handlowe a u nas Centrum Kultury. Jest to rzadkość. Grodziskie Centrum Kultury skłania naszych gości do gratulacji i podziwu, bo mamy tutaj bazę, której mogą nam pozazdrościć duże miasta europejskie.
- Grodzisk to nie jest duże miasto…
- Zgadza się. Ale zarówno we wniosku składanym o dofinansowanie inwestycji ze środków unijnych, jak i w prezentowanej prze mnie koncepcji składanej na konkurs, wyraźnie powiedziane jest, że powinno to być Centrum Kultury pasma zachodniego, czyli działalnością swoją ma ono objąć trzy powiaty – grodziski, pruszkowski i żyrardowski, gdzie mieszka ok. 200 tys. osób.
- Jakie są wobec tego Pana plany działania i rozwoju Ośrodka Kultury w Grodzisku?
- Jest to miejsce nowe dla wszystkich. Są tu nowe warunki pracy. Trzeba było powołać np. impresariat, choćby po to, by organizować koncerty, czy konferencje międzynarodowe, które również się u nas odbywają. Na przykład konferencja międzynarodowa związana z inwestycjami i innowacjami odbyła się jesienią zeszłego roku. Bardzo dobrym rozwiązaniem byłaby współpraca z innymi ośrodkami kultury, np. z Pruszkowa, Milanówka, Podkowy Leśnej itd.. Jestem na etapie rozmów z dyrektorami CKiP w Milanówku i Ośrodka Kultury w Błoniu. Dynamicznie współpracujemy z Żyrardowem. Spotykam się z sygnałami, że ośrodki chętnie nawiążą współpracę. Jest wiele osób działających na terenie miast naszego powiatu i sąsiednich, które chciałyby coś fajnego zorganizować, ale nie zawsze mają gdzie. W związku z tym nie widzę powodu, by nie mogli tego zrobić u nas. Mamy tu bazę, salę widowiskową, dobre zaplecze techniczne i – co ważne – kompetentną kadrę. Mamy świetne kino, nie odbiegające od standardów europejskich…
- Ostatnio repertuar kina rzeczywiście się poszerzył…
- Tak, to prawda – mimo, że nie współpracujemy z żadną siecią mamy na tyle dobre wyniki oglądalności, że dystrybucje udostępniają nam coraz częściej nowości. Bo otrzymanie nowości uzależnione jest właśnie od wyników oglądalności – im więcej osób przyjdzie do naszego kina, tym lepsze i nowsze filmy będziemy mogli zaoferować. Dlatego – zapraszamy wszystkich do kina 
- Jak Pan ocenia zainteresowanie mieszkańców Grodziska działalnością CK? Jaki jest ich udział w życiu kulturalnym, które CK proponuje?
- Misją każdego Ośrodka Kultury jest dydaktyka. W różnego rodzaju zajęciach uczestniczy u nas ok. 600 osób. Są to zajęcia plastyczne, muzyczne, tańca nowoczesnego, towarzyskiego, yoga, tai – chi, fotografia, fitness. Liczba osób i zainteresowanie stale rośnie.
- CK bardziej stawia na kulturę, czy na rozrywkę?
- Na jedno i drugie. To się powinno przenikać. Koncert jazzowy – dla jednych jest wydarzeniem kulturalnym, z którym się wcześniej nie spotkali, dla innych to rozrywka. Mieliśmy tu np. dwa spektakle teatralne – Justyny Sieńczyłło z monodramem – komedią małżeńską „Mój dzikus”. Na tym spektaklu było 150 osób. Był też Wiesław Komasa z monodramem „Yorick” i było znacznie mniej osób, bo Szekspir jest dla bardziej wyrobionej publiczności. To naturalne zjawisko.
Układając ofertę kulturalną, staram się nie schlebiać gustom większości. Centrum Kultury to takie miejsce, które powinno kształtować gusta i uczyć pewnych rzeczy. Oczywiście nie może to być męka i nie mogę prezentować wszystkiego na poziomie „Yoricka”. Staram się, żeby oferta była urozmaicona, ale zawsze na wysokim poziomie. Również lekka rozrywka. Na przykład kabaret. Występowała tu m. Inn. grupa MoCarta – elegancka forma rozrywki. Sprawdziły się też Środy Jazzowe. Przychodzi na nie sporo ludzi. I uważam, że są na dobrym poziomie. Ogromnym zainteresowaniem cieszą się koncerty muzyki klasycznej – koncert noworoczny „Wiedeń i okolice” spowodował, że sala widowiskowa wypełniła się po brzegi. Coraz bogatsza staje się oferta dla młodzieży – styczniowa, druga edycja festiwalu „Nasza strona (M)rocka” pokazała, że olbrzymia grupa młodych ludzi, potrafi twórczo i kulturalnie spędzać czas. Przy okazji wielkie słowa uznania dla pani Anety Strypikowskiej i pana Artura Augustyniaka oraz dla wszystkich, którzy spowodowali, że ten festiwal mógł się odbyć. A w lutym odbędzie się konferencja z udziałem przedstawicieli młodzieży z naszego terenu – spodziewamy się 150 osób, a celem są wspólne działania w przyszłości.
- A co pan sądzi o tym, że w CK - miejscu, które ma edukować i promować kulturę są lokale z alkoholem? Czy to nie kłóci się z ideą?
- Bardzo się staram i dbam o to, by nie zrobić niczego, co mogłoby kolidować np. z ustawą o wychowaniu w trzeźwości, bo zdaję sobie sprawę z ryzykowności połączenia tych dwóch rzeczy. Jednak jeżdżąc po świecie, widziałem, jak wygląda sprawa sprzedaży alkoholu w miejscach, gdzie przebywa młodzież – np. właśnie w ośrodkach kultury. W Weiz w Kuntst Haus wręcz „wchodzi” się na dystrybutory z piwem. Poprosiłem o opinię prawną na temat sprzedaży alkoholu w CK i nie ma zakazu tej sprzedaży. Poza tym to prywatni dzierżawcy, którzy wynajmują lokale w budynku Centrum Kultury wystąpili do odpowiednich władz o koncesje i ją otrzymali.
- A z etycznego punktu widzenia ?…
- Do miejsc, gdzie jest sprzedawany alkohol są osobne wejścia. Dzieci i młodzież korzystający z zajęć w Centrum Kultury nie mają konieczności przechodzenia przez miejsca, gdzie ludzie piją alkohol. Jest ustawa o wychowaniu w trzeźwości i jest ona jak najbardziej przestrzegana. Była ciekawa polemika na ten temat na łamach Obiektywnej Gazety Internetowej. To jest problem mniejszych miast, gdzie wszystko się z sobą zazębia – kościół, szkoła, budka z piwem i te poglądy tu pokutują. Wszędzie na świecie dzieci i młodzież wracająca ze szkoły chociażby, przechodzi tuz obok miejsc gdzie sprzedawany jest alkohol, papierosy.
- No dobrze, ale czy dla młodych ludzi możliwość nabycia piwa nie jest zachętą lub pokusą?
- Nie sądzę, trzeba się raczej zastanowić, jaki młodzież ma kontakt z alkoholem w domu i jak jest wychowywana. My nie epatujemy tym alkoholem. Ceny nie są niskie – piwo kosztuje 9 zł, nie chcemy zrobić tu podłej piwiarni.. Zresztą jeśli chodzi o ceny alkoholu, to nie mnie to oceniać, ustala je najemca lokalu, który płaci nam czynsz.
- Kto jest właścicielem lokali rozrywkowych?
- Właścicielem Centrum Kultury jest Miasto, my jesteśmy jego użytkownikami. Natomiast są miejsca w CK, które są wynajmowane – kawiarnia, 3CLUB i kręgielnia Za ich wynajem CK pobiera czynsz. Nie jest on mały i stanowi niebagatelny odsetek budżetu CK . Za te pieniądze możemy organizować np. m. in. niektóre koncerty na dużej sali, koncerty jazzowe. Umowa jest tak skonstruowana, że choć pobieramy czynsz od najemcy, to np. scena w klubie jest rodzajem sceny kameralnej, z której korzystamy, i tam możemy organizować imprezy, które nie wpisują się swym charakterem w scenerię i klimat sali widowiskowej. Chciałbym też rozwiać wątpliwości dotyczące finansowania koncertów w 3CLUB. Są one finansowane z trzech źródeł – z wpływów z owych czynszów właśnie, z wpływów za bilety i z wpływów z reklam, a nie z dotacji.
- Jaki ma Pan plan i pomysły na zarabianie przez CK, a na jakie dofinansowanie liczy pan z kasy Urzędu Miasta?
- Dotacja zmienia się bardzo niewiele w stosunku do tego, co było w starym ośrodku kultury. My tutaj w bardzo dużym stopniu staramy się odciążyć kieszeń podatnika i staramy się generować własne dochody, na ile to możliwe. I tak od początku działalności wpływy z kina to 202 602 zł, z koncertów jazzowych – 6 238 zł, z wynajmu powierzchni użytkowej oraz wynajmu jednorazowego – ponad 167 280 tys.
Coraz lepiej funkcjonuje sponsoring – 91 614 zł, z powierzchni reklamowej zyskaliśmy 24 668 zł, a z powierzchni na biletach – 300 zł. Dochód przynosi też wynajem sprzętu. W sumie od początku funkcjonowania daje nam to sumę wpływów ponad 500 tys. (dane pochodzą z 21 listopada 2008). Na przyszły rok zakładamy, choć jest to symulacja, wpływy własne na poziomie 1,7 mln zł.
- Ile rzeczywiście kosztowała budowa CK?
- Nieco ponad 27 mln.
- Dlaczego tak bardzo przekroczono planowany budżet?
- Nie wiem, czy przekroczono, nie posiadam takich informacji. Jeżeli te koszty się zwiększyły, to spowodowane to było najprawdopodobniej tym, że postanowiono podnieść standard inwestycji. Tak się stało na przykład w przypadku nagłaśniania w sali widowiskowej, bo zaprojektowany był jeden system zarówno na potrzeby organizacji koncertów i kina. Moim zdaniem to był pomysł chybiony, bo nie ma systemu, który równie dobrze obsłuży dźwiękowo kino jak i koncert na profesjonalnym poziomie.
- Ile jeszcze jest potrzeba pieniędzy? Czy wszystko jest już w CK wykończone?
- Będę się starał o środki z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego na doposażenie sceny w dodatkowe oświetlenie, by zwiększyć ofertę i wprowadzić na scenę spektakle teatralne, czy widowiska muzyczne o większych wymaganiach technicznych.
- W budżecie przeznaczono 800 tys. na remont biblioteki, gdy znajdowała się ona poza budynkiem CK. W tej chwili znajduje się ona na terenie CK i rozumiem, że nie wymaga już remontu…
- Ale to nie do mnie pytanie. My tu gościmy bibliotekę i to wszystko.
- Jakie są plany merytoryczne – artystyczno-kulturalne na najbliższy rok?
- O integracji lokalnych ośrodków kultury już mówiłem. Jeśli otrzymamy środki z MKiDN, znacząco powiększymy i uatrakcyjnimy ofertę. Chciałbym zrobić taki cykl przeplatany, np. w styczniu – muzyka klasyczna, w lutym - spektakl teatralny, w marcu – kabaret, itd. Chcielibyśmy kontynuować koncerty jazzowe. Będzie kontynuacja tego, co ruszyło w tym roku, czyli Grodziski Klub Filmowy w czwartki o godz. 20.00. Wyświetlane są filmy szczególne, niekomercyjne i niszowe, sam klub ma charakter dyskusyjny. W ofercie kinowej, oprócz hitów kasowych mamy poranki dla dzieci i kino dla seniora za symboliczną złotówkę dla emerytów i rencistów z terenu gminy Grodzisk i za 5 zł dla wszystkich spoza naszej gminy. Działa tu bardzo prężnie także Uniwersytet Trzeciego Wieku.
- Czy znajdzie się w CK miejsce na działalność jakichś instytucji, czy organizacji pozarządowych?
- Aktualnie gościmy u siebie pięć organizacji pozarządowych.
- Rozumiem, że odpłatnie…
- Jest to opłata symboliczna, dotycząca zwrotu części kosztów eksploatacyjnych, nie chcemy na tym zarabiać.
- Wróćmy pamięcią do hucznego otwarcia Centrum Kultury. Pojawiły się wtedy głosy niezadowolenia przedstawicieli chóru CANTATA i chóru Polfy , które miały wystąpić podczas tego otwarcia, a ostatecznie nie wystąpiły. Co się wtedy stało?
- Rzeczywiście można to nazwać nieporozumieniem. Otwarcie CK miało wiele wątków, do południa funkcjonowała scena mniejsza, wieczorem duża scena. Mieliśmy także dużą imprezę – Międzynarodowy Kiermasz Produktów Regionalnych na deptaku. Wobec tego tam miała pojawić się trzecia scena, gdzie planowałem rozpoczęcie uroczystości otwarcia CK. Tam planowałem występy chórów. Na dwa tygodnie przed otwarciem dowiedziałem się jednak, że spontanicznie wyniknął inny pomysł…
- Kto miał ten spontaniczny, inny pomysł?
- Ja nie chcę mówić kto, po prostu się okazało, że dla chóru występ na tej trzeciej scenie jest afrontem. Chór chciał występować na scenie głównej. Jeśli przez kilka miesięcy przygotowuję otwarcie, podpisuję kontrakty z gwiazdami, ustalam jakiś porządek i ktoś chce wymusić na mnie zmianę tych ustaleń, to nie mogę na to zgodzić. Nie mogłem sobie pozwolić, na to, że opłacony artysta się obrazi i zerwie kontrakt, bo nie wystąpi w zaplanowanym terminie. Sprawa jest już jednak wyjaśniona, współpraca z chórem CANTATA układa się dobrze.
- Podobno do działalności kulturowej więcej trzeba dokładać, niż się na niej zarobi… Z tego co pan mówił szerzej o finansach, można wywnioskować, że Centrum Kultury jest w stanie utrzymać się samo, obracając pozyskanymi wpływami.
- Byłby to ideał, ale jest to oczywiście niemożliwe. Jak świat światem kultura i sztuka zawsze potrzebowała, a nawet wymagała mecenasów. W tym przypadku takim mecenasem okazało się Miasto. Ważne słowa wypowiedziała pani Edyta Górniak do 10 tys. ludzi podczas koncertu przed naszym C.K. 28 czerwca ubiegłego roku – „Dziękuję, że zdecydowano się tutaj wybudować Centrum Kultury, a nie Centrum Handlowe”. Myślę, że trafiła w sedno. Mało jest takich miejsc i to nie tylko w Polsce. Proponuję to po prostu docenić, a my postaramy się, żeby każdy znalazł tu coś dla siebie.
- Na co więc zostanie przeznaczona kwota 2 mln., którą uchwalono w budżecie Miasta na działanie CK w 2009 r.
- Na pokrycie wszelkich kosztów związanych z funkcjonowaniem Centrum Kultury, w skład którego wchodzi również gazeta i radio „Bogoria”.
- Co uznałby Pan za życiowy sukces, a co za porażkę.
- Trudne pytanie. Mam wewnętrzne poczucie szczęścia, nigdy nie robiłem czegoś, jeśli miałem wątpliwości, czy powinienem się tym zająć. Lubię wyzwania uważam, że życie mam ciekawe, bo ciągle się rozwijam, mam sporo entuzjazmu i chęci do działania, lubię współpracować z ludźmi i chyba wzajemnie, bo udało mi się skompletować tu dobrą ekipę, która chce tu pracować. A jeśli chodzi o porażki, nie mam takich, które wymagały by rozpamiętywania. Staram się uczyć na błędach.
- Dziękuję za rozmowę.
 
 
Z Pawlem Twardochem  - dyrektorem Centrum Kultury w Grodzisku Maz. rozmawiała Elżbieta Tryburcy - Kubacka

 

Polub nas na Facebook