Kobieta w ciąży trafiła z mężem na oddział SOR Szpitala Zachodniego. Poronienie w toku, krwawienie. Bez badania odesłano ją do szpitala w Pruszkowie, bo w Grodzisku nie ma ginekologii. Doradzono jej transport na własną rękę - autobusem.
 
Ostatecznie zawiozła ją tam karetka prywatnego pogotowia z Grodziska Maz. Odpowiedzialnością zawodową w tym przypadku też wykazał się lekarz pogotowia. Mimo odwołania przez pielęgniarkę wzywanego już z Izby Przyjęć przez męża pacjentki pogotowia, lekarz pogotowia skontaktował się z nim. Karetka zabrała bezradną kobietę sprzed Szpitala Zachodniego. Dziecka, niestety nie uratowano.
 
Po nagraniu opublikowanym 18 pażdziernika na stronie internetowej www.dziennik.pl, w którym pacjent z oddziału chirurgii Szpitala Zachodniego wzywał pogotowie, ta sprawa jest już drugim incydentem, gdzie lekarze Szpitala Zachodniego zignorowali prośby pacjenta. Wspominiał o nim też dyrektor prywatnego pogotowia Grzegorz Riemer w rozmowie - udzielonej 18 października.
 
Za www.dziennik.pl cytujemny:
Nagranie rozmowy z mężem pacjentki i pielęgniarką ze stacją pogotowia ratunkowego i poniższe wypowiedzi:
 
Obiema sprawami zajęła się już grodziska prokuratura.
- Za nieudzielenie pomocy grozi od trzech miesięcy do pięciu lat więzienia - mówi dziennikowi.pl zastępca prokuratora rejonowego Krystyna Paszek. - Na razie ściągamy dokumentację szpitalną, będziemy też przesłuchiwać świadków. Powołamy także biegłych - zapewnia prokurator Paszek.
- Zabezpieczymy dokumenty i nagrania, wezwiemy na przesłuchania lekarzy i pielęgniarki, którzy dyżurowali wtedy na Izbie Przyjęć - mówi dziennikowi.pl szefowa prokuratury rejonowej w Grodzisku, Ewa Szplet.
 
Postępowanie wyjaśniające zapowiedział także minister zdrowia Zbigniew Religa:
- Tu nie chodzi o pensję czy błędy systemu służby zdrowia. To jest tragiczna ludzka znieczulica i całkowity brak poszanowania dla zdrowia i życia ludzkiego - dodaje w rozmowie z dziennikiem.pl.

Kontrolę zlecił też Narodowy Fundusz Zdrowia.
- W szpitalu nie ma jednego oddziału. Zawsze jest wielu lekarzy, którzy mogą zająć się chorym. Pytanie, czy to było zlekceważenie pacjenta, czy też jego grymas. To trzeba będzie wyjaśnić - mówi dziennikowi.pl rzecznik NFZ Jerzy Serafin. I dodaje tajemniczo, że "możemy się doczekać zaskakujących rozwiązań".
 
 
 

 

Polub nas na Facebook