Wczoraj w nocy Jacek B. pacjent Szpitala Zachodniego opuścił oddział wewnętrzny. Dziś około południa znalazł go jeden z pracowników szpitala na terenie parku szpitalnego. Młody mężczyzna już nie żył.

Jak poinformowała nas Krystyna Płukis, dyrektor Szpitala Zachodniego, pacjent przebywał na oddziale od dwóch dni, po tym jak trafił do szpitala w stanie upojenia alkoholowego. – Pacjent był bardzo agresywny, pobudzony. Był w ciągu alkoholowym, prawdopodobnie miał padaczkowy atak alkoholowy – mówi Krystyna Płukis. - Wskazywałoby na to ułożenie, w jakim znalazła ciało policja – dodaje.
O "ucieczce" pacjenta szpital powiadomił policję o godzinie 23.34. Ochrona szpitala i pracownicy medyczni rozpoczęli poszukiwania na terenie obiektu i w okolicach szpitala, sądząc, że pacjent nie mógł opuścić tego terenu. – O godzinie 07.00 lekarz oddziału wewnętrznego zadzwonił ponownie na policję z informacją, że pacjent nie wrócił – wyjaśnia Krystyna Płukis.
Z informacji Katarzyny Zych, młodszego aspiranta Komendy Powiatowej Policji w Grodzisku Mazowieckim wynika, że policjanci około godziny 01.30 także włączyli się w poszukiwanie „zbiegłego” pacjenta zarówno na terenie szpitala, jaki w innych częściach miasta. Bezskutecznie.
Jak udało się pacjentowi w ubraniu szpitalnym, w sposób niezauważony opuścić nocą monitorowany obiekt Szpitala Zachodniego? Z wypowiedzi Krystyny Płukis wynika, że obiekt jest monitorowany na bieżąco w trzech miejscach, natomiast drzwi wyjściowe nie mogą być zamknięte na wypadek ewakuacji szpitala. - Oddziały nie mogą być zamknięte. SOR także musi być otwarty. Są do niego dwa wejścia, od strony wjazdu karetek i wejścia głównego. Jest jeszcze brama boczna. Pacjent zaś wyszedł wewnętrznym wyjściem na tzw. patio,  do ogrodu. To są kolejne drzwi ewakuacyjne, ale na terenie ogrodzonym – tłumaczy dyrektor szpitala. Ochrona tego wyjścia nie monitorowała. –  Gdyby pacjent wychodził przez trzy monitorowane wyjścia, na pewno byłby widziany – dodaje.
Zdarzały się już przypadki, że pacjenci opuszczali teren szpitala w ciągu dnia i wracali. -  Tu jednak był niepokój, bo pacjent rano nie wrócił. To był dramat wielkiego strachu, jeżeli chodzi o zachowanie pacjenta. Służba zdrowia też jest narażona na ataki ze strony pacjentów – tłumaczy dyrektor Szpitala Zachodniego.
Tajemnicą lekarską pozostają szczegóły choroby, na jaką cierpiał pacjent. Jego zachowanie prawdopodobnie wywołane było głodem alkoholowym, a ucieczka doprowadziła niestety, do tragedii.

 

 

Polub nas na Facebook