Ludwik Dorn, mieszkaniec naszego Powiatu, przez większość kojarzony jest z perspektywy działań ogólnokrajowych. Prosząc parlamentarzystę o wywiad, chcieliśmy przybliżyć Czytelnikom sylwetkę Pana Posła, także jako mieszkańca, który codziennie boryka się z problemami, jak my wszyscy. O tym, jak mieszka mu się w Grodzisku, co myśli o władzach gminy, problemach komunikacyjnych, a także zaangażowaniu w życie swojego sołectwa i wielu innych aspektach życia w podwarszawskiej miejscowości, z Posłem Ludwikiem Dornem rozmawia – Kamil Kubacki.

Jak się Panu mieszka w Grodzisku, najlepszej gminie miejsko-wiejskiej w Polsce?
Ja jestem bardzo zadowolony, już staję się grodziszczaninem, bo mieszkam tutaj od 2007 roku. Mam takie wrażenie, że jest to gmina przyjazna mieszkańcom i rodzinom.
Taki drobny szczegół: mam trzyletnią córeczkę, żona i ja często z wózkiem chodzimy po Grodzisku. Zauważyliśmy, że nawet poza głównymi ciągami pieszymi, ktoś pomyślał i na przejściach, także w bocznych uliczkach, jest pochylona płyta chodnikowa, tak aby łatwiej było wjechać i zjechać. Pod tym względem jest to pewnego rodzaju rzadkość. Ktoś pomyślał i wysłał ekipę. Nawet nie jest to wyłożone kostką Bauma, ale jest sensownie dostosowany podjazd i matce, czy ojcu jest lżej.
W innych sprawach pod tym względem również jest dobrze. Grodzisk ma jeden z najwyższych odsetek dzieci objęty opieką przedszkolną - 90%. Jest to wielkie osiągnięcie. To ma sens, działa na korzyść obecnych mieszkańców, ale przyciąga także innych. Kwestia opieki przedszkolnej, szkolnej, leczenia, przy migracjach ludności jest rzeczą bardzo ważną. Pojawiają się nowi mieszkańcy jak i nowi podatnicy, na co Pan burmistrz zwraca dużą uwagę. Jest bardziej otwarty dla tych, co się zameldowali i płacą podatki w gminie, niż dla tych, którzy tylko tu mieszkają. Jest w tym sens.

Często można spotkać Pana na deptaku, targu w Grodzisku, nawet jednemu z dzienników ogólnopolskich udało się tę obecność zarejestrować. Kiedy mieszkańcy Grodziska będą mieli okazję spotkać się z Panem w filii biura poselskiego w Grodzisku?
Mam filię biura i nawet tam bywałem, a potem bywał tam mój współpracownik. Odsiadywałem tam w poniedziałek 2 godziny i nie było specjalnego ciągu na przyjście do posła, ale mój współpracownik Pan Rubini ileś spraw interwencyjnych podejmował. Jest to złudzeniem, że mieszkańcy o niczym innym nie marzą, jak zaatakować posła podczas dyżurów w biurze.
Są od czasu do czasu sprawy interwencyjne. Jest ta filia, działa, ale specjalnego zainteresowania to nie budzi.

Nie ukrywam, że moje pytanie jest stąd, iż chcąc się umówić na spotkanie z Panem, pierwsze co zrobiłem, to udałem się do filii biura w Grodzisku. Osoba, którą tam zastałem, stwierdziła, że dawno tam Pana nie widziała…
…No ale wie Pan, jest mój znakomity współpracownik Pan Rubini, który robi to społecznie. Jaki jest sens odsiadywać raz na miesiąc 2 czy dwie i pół godziny…Jeżeli jest potrzeba to i owszem.

Na pewno jest tak, że część mieszkańców potrafiących wykorzystać technologie internetowe, znajdzie do Pana kontakt, aczkolwiek jest też spory odsetek mieszkańców, którzy nie używają i boją się internetu.
Spotykam się z mieszkańcami, jeżeli jest takie wyraźne życzenie.

Wspomniał Pan o kwestiach działalności parlamentarnej, także o kwestiach zapytań od mieszkańców. Przeglądaliśmy statystyki sejmowe. Nie pozwalają się one odnieść w pełni do działalności posła, ale pozwalają mniej więcej ocenić jego zaangażowanie w działania parlamentarne, a nie tylko medialne. Na tle innych kandydatów z naszego okręgu, Pana działalność wygląda imponująco, zwłaszcza jeżeli chodzi o sprawy obronne.
Aspekt ilościowy nie jest najważniejszy. Ja się skupiłem na działalności w Komisji Obrony Narodowej, stąd duża ilość interpelacji i zapytań. Sądzę, że to były nie interpelacje i zapytania dla statystyk. Bardzo wiele z nich, przynajmniej w tak zwanej branży, u zajmujących się tą problematyką, portali specjalistycznych, pism fachowych, których jest kilkanaście w Polsce - budziło zainteresowanie. Na tym się skupiałem.

Nie chodziło mi tutaj o statystyki. Chodziło mi bardziej o sprawy mieszkańców z terenu powiatu grodziskiego, za którymi Pan się wstawił.
Problem polega na tym, że było parę spraw, ale to nie była kwestia zapytań czy interpelacji. Tego nie było wiele. To były sprawy interwencyjne związane z pracą organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości, czysto indywidualne. W związku z tym wysyłałem pisma proszące o zwrócenie uwagi, przychodziły jakieś odpowiedzi, a ja przekazywałem je zainteresowanym. Nie jest to szczególnie efektywna metoda, z punktu widzenia zainteresowanego. Możliwości interwencji posła w pracę prokuratury są znikome. Nawet jeżeli uważałem, że w danym przypadku są jakieś nieprawidłowości, lenistwo, czy zaniechania, a od zwierzchnika tego prokuratora otrzymywałem odpowiedz, że wszystko jest w porządku, to co z tym dalej mogłem zrobić … zwłaszcza po zmianach ustrojowych, które zaszły w prokuraturze. Ona jest właściwie poza jakąkolwiek kontrolą i odpowiedzialnością.
Natomiast jeżeli chodzi o sprawy inne, to ja poinformowałem Pana Burmistrza, że jeżeli chodzi o jakieś interwencje poselskie, rozmowy z resortami, to w tych sprawach dla gminy, czy powiatu ważnych, proszę bardzo. Nie było takich spraw. Generalnie Pan Burmistrz ma bardzo dobre relację z Marszałkiem województwa, chyba nawet najlepsze tutaj z tych wszystkich gmin podwarszawskich. Nic tutaj nie sygnalizował. Natomiast różne interwencje, jako poseł i jako mieszkaniec, podejmowałem, np. w sprawie drogi wojewódzkiej, która biegnie przez Kałęczyn. Chodzi tam o oddanie kanalizacji burzowej razem z modernizowaną drogą. Już były w tym roku podtopienia. Jeżeli będzie teraz dodatkowo nakładka 25 cm, nie będzie kanalizacji burzowej, to już cały Kałęczyn spłynie. O ile z relacji z gminą jestem zadowolony, to Wojewódzki Zarząd Dróg jest zupełnie inną instytucją, w kontaktach z którą o satysfakcji i poczuciu bezpieczeństwa ze strony mieszkańców szalenie trudno mówić.
My walczymy o zebrę w takim najbardziej ruchliwym punkcie i Wojewódzki Zarząd Dróg się na to wypina. Z Burmistrzem kamerę monitorującą ruch pojazdów dało się załatwić. Tam rzeczywiście jest niebezpieczeństwo dla życia ludzi. Mamy tam jeden punkt centralny, a jak zamontowano kamerę, to w ciągu pół godziny było 60 przekroczeń prędkości i to o 30 km, a nie o 10 km.

No tak, dwa przekroczenia na minutę to niezła średnia…
Prawda… To właśnie były sprawy, którymi się zajmowałem. Generalnie rzecz biorąc, najmocniej jako mieszkaniec, to ja uczestniczę w życiu mojej wsi. Zebrania sołeckie, zebrania mieszkańców dotyczące kwestii związanych z drogą.

Dochodząc do tematu działań Marszałka w kwestii budowy dróg. Jak Pan ocenia proces podejmowania decyzji dotyczących obwodnicy Grodziska, drogi wojewódzkiej 719. Od lat droga ta miała być poszerzona, zlikwidowane wąskie gardło w Pruszkowie, gdzie od kilkudziesięciu lat mieszkańcy stoją w korkach, a nikt nie jest w stanie dobudować dwóch pasów. Czy ma Pan jakieś doświadczenia związane z tą sprawą, czy mieszkańcy zwracali się do Pana, zwłaszcza jeżeli chodzi o południową obwodnicę Grodziska, która ma łączyć się z zachodnią i dalej  z autostradą. Obwodnica ma też przechodzić przez okolicę Kałęczyna
Prawda, jest tam to zadanie inwestycyjne.

Tutaj było dużo protestów ze strony mieszkańców, które Zarząd Dróg, jak i Burmistrz starają się ignorować jak tylko mogą.
Ja bym rozróżniał Burmistrza od Zarządu Dróg. Mniej tu chodzi o obwodnicę, bardziej o modernizację drogi na Radziejowice, co się wiąże z jej poszerzeniem. Problemem dla pewnej grupy mieszkańców Kałęczyna jest kwestia przymusowego wykupu gruntów. Mnie to też dotyczy. Ja mam to szczęście, że mam nieco cofnięty dom. Jeżeli ktoś ma dom tuż przy chodniku, a mówimy o przesunięciu o 4 metry, to będzie miał samochody pod samym oknem.
Jeżeli chodzi o władzę gminy Grodzisk Mazowiecki, to tutaj przynajmniej był stały kontakt z mieszkańcami. Były trzy zebrania, to nie jest mało, ja byłem na wszystkich – były liczne. Jeżeli chodzi o Zarząd Dróg, to ja powiem tak… tu mieliśmy do czynienia z takimi reakcjami tępych i butnych biurokratów. „Mamy specustawę i tak w razie czego przymusowo i co nam zrobicie”. Zupełny brak pracy z mieszkańcami.
Jeżeli chodzi o wąskie gardło w Pruszkowie, to rzeczywiście jest to udręczenie. Nie wiem, na czym to polega, nie badałem osobiście tej sprawy. Będzie obwodnica i autostrada na Tłuste, to zdejmie część ruchu. Będzie kwestia odpłatności, bądź nie. Tutaj będzie trzeba podjąć działania.
Ja zobowiązałem się i chciałbym z innymi posłami z nowej kadencji współdziałać jeszcze w jednej sprawie. Będziemy mieli modernizację naszego dworca w Grodzisku. Będzie nowy peron. Jak będzie nowy peron, to warto rozmawiać z PKP, o tym, by przy tym peronie zatrzymywały się pociągi pośpieszne. To od razu zdejmie część ruchu do Warszawy. Ja również często jeżdżę do Warszawy samochodem jak i kolejką. W tych godzinach szczytowych jest pewien problem. Każde rozwiązanie służące rozładowaniu napięć komunikacyjnych jest ważne. Będzie nowy peron, czemu te pociągi pośpieszne mają się nie zatrzymywać. Grodzisk razem z Milanówkiem jest całkiem sporą aglomeracją.

Wspominał Pan swoje zaangażowanie w prace w sołectwie. Czy jest Pan za utworzeniem we wszystkich gminach funduszy sołeckich?
Ja patrzę na pracę Pani sołtys, z resztą jest to charakterystyczne, że większość sołtysów, to kobiety. Jest to osoba bardzo ważna dla wsi. Przedtem, jak nie byłem mieszkańcem wioski, co prawda dość specyficznej, bo mamy tutaj jedną krowę, odnosiłem się do tego z dystansem, a teraz już nie. Jakiś skromny fundusik sołecki, byłby przydatny. To jest nie tylko kwestia sołtysa, ale także pewnej aktywizacji tej najmniejszej lokalnej społeczności. Bez środków finansowych to może być trudno, a życie społeczne na wsi się toczy, ono często ma charakter społeczno-towarzyski, ale jest.

W rejonie Grodziska Mazowieckiego, niecałe 50 km od Warszawy internet szerokopasmowy dla wielu ludzi jest dobrem niedostępnym. Czy widzi Pan jakąś możliwość wpłynięcia na działalność operatorów, by internet, tak jak wszyscy obiecują, był w każdej gminie, nie tylko w jej centrum, ale także na wsi.
My w Kałęczynie mamy maszt telekomunikacyjny. Tu bez pretensji, ale działa to bardzo różnie. Ja ze względu na działalność poselską musiałem nabyć internet mobilny, ale nie każdego na to stać.
Od pewnego czasu już się tym nie zajmuję, ale w okresie, gdy byłem ministrem właściwym do spraw informatyzacji, istniał taki plan zawarcia porozumienia z TP S.A. To nie do końca wyszło. Tyle mogę powiedzieć. Jak czymś się na bieżąco nie zajmuję, to nie chcę robić ściemy, że coś wiem.

Startuje Pan w obecnych wyborach z listy PiS. Jak się zapatruje Pan na kwestie okręgów jednomandatowych? Czy Panu, jako posłowi niezależnemu, jak Pan to ładnie określa „przyjacielowi ludu PiS-owskiego”, nie byłoby łatwiej prowadzić swoją działalność jako poseł w pełni niezależny nieubrany w żadne barwy polityczne?
Nie ma posła nieubranego w żadne barwy polityczne. Polityka to działalność zbiorowa. Moje losy i relacje polityczne ułożyły się tak, jak się ułożyły. Teraz jest to powiedzmy „sojusz”, gdzie mam dość daleko posuniętą autonomię.
Jestem zwolennikiem gruntownej reformy ordynacji wyborczej, natomiast należy odróżnić dwie rzeczy. Jednomandatowe okręgi wyborcze, od ordynacji większościowej. Wielu ludziom, także publicystom to się miesza, ale to są dwie różne rzeczy. Ja od lat 90-tych, kadencja 1997-2001, podejmowałem w tej sprawie starania. Jestem zwolennikiem połączenia jednomandatowych okręgów wyborczych z ordynacją proporcjonalną.
Na czym to polega? Już bez wielkiej filozofii chodzi o prostą recepcję na polski grunt - rozwiązania niemieckiego, gdzie każdy wyborca ma 2 głosy. Jeden oddaje na kandydata na posła w jednomandatowym okręgu wyborczym, a drugi oddaje na sztywną listę partyjną w swoim landzie. Rozdział mandatów jest proporcjonalny, ale połowa mandatów pochodzi z wyborów w jednomandatowych okręgach wyborczych. To mi się wydaje rozwiązaniem dla Polski z różnych względów najlepszym. Ja nie jestem w związku z tym zwolennikiem czy to systemu brytyjskiego, czy francuskiego.

Czy dla wielu mieszkańców, którzy w obecnych latach nie mają zbyt długich doświadczeń z wolną demokracją, nie byłoby to zbyt skomplikowane?
No nie róbmy z ludzi idiotów. To nie jest nic skomplikowanego. Mamy już 20 lat demokracji parlamentarnej, nie róbmy z Polaków idiotów.

Na koniec mam jeszcze jedno pytanie. Co było dla Pana największą porażką i największym sukcesem w mijającej kadencji parlamentarnej?
Nie twierdzę, że miałem jakieś olśniewające sukcesy w tej kadencji. Lista porażek jest długa, jak stąd do Zgierza…
Chyba największym sukcesem było uchronienie przedsiębiorstwa RADWAR przed dziką prywatyzacją. Jest to jedno z 2-3 najlepszych na światowym poziomie przedsiębiorstw przemysłu obronnego. Tam pojawił się pomysł, jak przy pomocy pewnego tricku doprowadzić do dzikiej prywatyzacji. Ja to wykryłem, poszły moje interwencje, rząd się przestraszył, że będzie z tego dzika awantura. RADWAR działa dalej i ma się znakomicie.

Zdaję sobie sprawę, że praca posła opozycyjnego jest znacznie trudniejsza, zwłaszcza jeżeli chodzi o forsowanie swoich projektów. Naprawdę nie ma takiego jednego projektu, który chciał Pan zrealizować jako swój priorytet i niezrealizowanie go było Pana porażką?
Jeszcze kiedy byłem w Komisji Zdrowia wspólnie ze ś.p. Zbigniewem Religą, ale także i z posłem Balickim, porozumieliśmy się co do planu reformy systemu ochrony zdrowia. Zamieściliśmy wspólnie artykuł w Rzeczpospolitej i mieliśmy nadzieję, że do niektórych jej elementów uda się posłów w sejmie przekonać. To było największe niepowodzenie. Po tym machnąłem ręką na Komisję Zdrowia. Będę się tylko frustrował? Przeniosłem się do Komisji Obrony Narodowej, gdzie miałem jeden sukcesik w postaci uchronienia RADWAR-u, przed prywatyzacją niekorzystną dla firmy, skarbu państwa i obronności kraju.

Serdecznie dziękuję za rozmowę.
Polub nas na Facebook