W minioną sobotę w Podkowie Leśnej odbył się niby zwyczajny koncert promujący świeżo wydaną płytę „Pawlik/Moniuszko. Polish jazz”. Jak się później okazało, była to niezwykła uczta muzyczna, a także okazja, by porozmawiać z jedynym polskim muzykiem z nagrodą Grammy na koncie, nie tylko na temat jego najnowszej płyty.

Tego wieczoru sala Centrum Kultury i Inicjatyw Obywatelskich przy ul. Świerkowej była wypełniona do ostatniego miejsca. Nic dziwnego, gdyż podkowiański koncert był dopiero drugim – po tym w Muzycznym Studiu Polskiego Radia im. Agnieszki Osieckiej – koncertem promującym najnowszą, płytę Włodek Pawlik Trio.

Płyta „Pawlik/Moniuszko. Polish jazz” wydana została 23 lutego br. Włodek Pawlik wraz ze swoim Trio wziął na warsztat najsłynniejsze pieśni i arie Stanisława Moniuszki aranżując je w jazzowej estetyce.  Sejm RP i UNESCO ogłosił, że 2019 to Rok Moniuszkowski. Płyta, z której pochodzi materiał zaprezentowany na koncercie doskonale wpisuje się w te obchody.

Przybyli do CKiIO fani jazzu nie zawiedli się! Album jest sam w sobie kompozycją wyjątkową, jednak słyszany na żywo, wzbogacony licznymi anegdotami Włodka Pawlika nabiera zupełnie nowej formy. Nie zabrakło najbardziej charakterystycznych utworów z płyty, takich jak „Prząśniczka” czy „Kum i Kuma”, a publiczność długo nie pozwalała zejść artystom ze sceny.

Koncert był dla nas okazją, by porozmawiać z Włodkiem Pawlikiem nie tylko na temat jego najnowszej płyty.

Jacek Wolszczak (Radio FAMA): Dzień dobry, gościem Radia FAMA i Obiektywnej Gazety Internetowej jest pan Włodek Pawlik.

Włodek Pawlik: Dzień dobry państwu,

JW: Spotykamy się na koncercie promującym pana najnowszą płytę. Nie mogę nie zapytać dlaczego akurat Moniuszko? Wiem, że jet rok Moniuszki.

WP: Dlaczego by nie? Właśnie Moniuszko! Tak się złożyło, że ostatnie dwa miesiące, czyli listopad i grudzień ubiegłego roku były takim czasem dla mnie, kiedy bliżej przyjrzałem się twórczości Moniuszki za sprawą mojej żony, której temat pracy doktorskiej brzmiał” Stanisław Moniuszko – Ballady wokalne”. Odświeżyłem sobie pamięć, która była związana z moim dzieciństwem, jeżeli chodzi o utwory wokalne Stanisława Moniuszki. Przypomniałem sobie jak sam, jeszcze będąc dzieckiem, akompaniowałem na fortepianie mojej mamie, która była śpiewaczką „Prząśniczkę”, „Znasz-li ten kraj”, czy „Pieśń wieczorną” i nagle sobie pomyślałem: Boże, to jest tak blisko mnie, to jest tak głęboko w mojej duszy, mojej naturze ...im dłużej tego słuchałem, przypominałem, tym bardziej zaczęło mi to brzmieć w  konwencji jazzowej. I pomyślałem, że chyba nadszedł ten moment, przetworzyć te piękne pieśni Stanisława Moniuszki na język jazzu.

JW: Na płycie przetwarza pan te utwory w różny sposób. Jest tam „Prząśniczka”, której nie można z niczym pomylić, ale słyszałem też pieśń „Kum i kuma”, która jest mocno zakręcona.

WP: Bo sam tytuł i tekst jest niesamowity… No, właśnie... kobieta i mężczyzn...Kum i kuma to   historia relacji męsko-damskich. Rzeczywiście ta pieśń uległa przetworzeniu, jeżeli chodzi o aranżację, w  konwencję jazz-rockową. Gdzieś intuicyjnie poczułem, że ta pieśń  w moim jazzowym opracowaniu może  wyrazić również  nasze współczesne emocje związane z relacjami damsko-męskimi.

Kamil Kubacki: Nie spotkałem się jeszcze z muzyką jazzową inspirowaną operą. Czy ciężko było panu zaaranżować utwory Moniuszki w stylistyce jazzowej? Czy praca nad tą płytą różniła się od pracy nad innymi albumami?

WP: Materiał na tej płycie jest pod każdym względem wyjątkowy, jeżeli chodzi o moją dyskografię. Jak sobie uświadomiłem, jest to pierwsza moja płyta monograficzna, poświęcona innemu kompozytorowi niż ja. Zazwyczaj do tej pory nagrywałem większość moich płyt z własnymi kompozycjami, poza ostatnią „Songs Without Words”, gdzie po prostu gram solo utwory, też wokalne, przetworzone na solową interpretację fortepianową. Byli to jednak różni kompozytorzy: John Lennon, George Harrison, też utwór „Sound of Silence” Simona Garfunkela i wiele jazzowych standardów. Tutaj od pierwszego do ostatniego utworu mam tylko Stanisława Moniuszkę, jako siłę sprawczą, kreatora wizji muzycznej tej płyty. Jeżeli pan pyta o to, jak mi się pracowało, czy to była trudność czy duży wysiłek, to muszę powiedzieć, że ten materiał powstał w bardzo krótkim czasie. Zająłem się  aranżacją tych utworów w okresie świąt Bożego Narodzenia, czyli zamiast spędzania tego okresu z rodziną przy stole, spędzałem go z pieśniami Stanisława Moniuszki i zaraz po świętach weszliśmy do studia Polskiego Radia w Warszawie, gdzie nagrywaliśmy do 31 grudnia włącznie. Tak więc 1 stycznia 2019 roku materiał muzyczny był już nagrany i gotowy do wydania. Oczywiście montaż, grafika etc.zabrały nam trochę czasu ,dlatego płyta ukazała się pod koniec lutego.   To bardzo szybki proces realizacji.

KK: Tytuł płyty to: „Pawlik/Moniuszko. Polish Jazz”. Ile na tej płycie jest interpretacji Pawlika, a ile wierności utworom Moniuszki? Czy starał się pan trzymać ściśle partytur mistrza, czy jest to wyłącznie pana kreatywna interpretacja?

WP: Oczywiście, trzymałem się jak najwierniej melodiom Mistrza Stanisława… ale cała historia jazzu, tradycja improwizowania muzyki jazzowej również polega na improwizowaniu piosenek, standardów muzyki amerykańskiej. Czy to jest blues, gospel, czy piosenki swingowe filmów amerykańskich okresu międzywojennego, czy trochę późniejszego, czy też z musicali, czy to jest Gershwin, czy to Cole Porter, czy Irving-Berlin to są piosenki.  Moniuszko - to też są piosenki. Nazywamy je po polsku pieśni, bo one pochodzą z okresu XIX w., czyli z czasu gdy Stanisław Moniuszko je komponował, natomiast sposób  przełożenia na język jazzu jest dokładnie taki sam, jak robią to jazzmani od wielu, wielu lat, praktycznie od stu lat. To jest kwintesencja jazzu, że się przetwarza, improwizuje piosenki .

JW: Spotykamy się 5 lat po odebraniu przez pana nagrody Grammy. Domyślam, się, że bardzo, bardzo wiele w pana artystycznym życiu od tego czasu się zmieniło.

WP: Zmieniło się na lepsze, bo jest to nagroda, która dała mi dużo więcej możliwości wyjścia z moją muzyką do szerszego grona słuchaczy, nie tylko fanów jazzu. Stałem się osobą rozpoznawalną w szerszym tego słowa znaczeniu i to mi bardzo pomaga i cieszy. Okazuje się, że jazz nie musi być kojarzony tylko z taką konwencją muzyki elitarnej, przed czym ja się bardzo bronię, bo nie chcę być wkładany do takiej szuflady czegoś co jest zrozumiałe tylko dla nielicznych. Wręcz odwrotnie! Uważam, że jazz, który wywodzi się z gruntu z czarnej muzyki amerykańskiej jest dla wszystkich, pod warunkiem, że to przesłanie jest bliskie duchowi bluesa,swingu. Wtedy również i Moniuszko na jazzowo może okazać się muzyką dla każdego.

JW: Dzieciństwo spędził pan w Ostrowcu Świętokrzyskim, potem były Kielce…

WP: …nie odwrotnie. Ja się urodziłem w Kielcach, natomiast rzeczywiście dzieciństwo spędziłem w Ostrowcu. Tam skończyłem szkołę postawową i ognisko muzyczne. Wróciłem do Kielc jako uczeń średniej szkoły muzycznej im. Ludomira Różyckiego w Kielcach i przez 6 lat chodziłem do tej szkoły. W międzyczasie założyliśmy z Jurkiem Stępniem i wieloma pasjonatami jazzu Kielecki Klub Jazzowy i myślę, że był to fenomen na skalę krajową a nawet światową. W czasach głębokiego PRL mieliśmy klub, miejsce, oazę  dla swingowej muzyki, która była w sumie wtedy  niezbyt mile widziana.

JW: Pytałem o drogę artystyczną, bo zastanawiam się, kiedy był u pana w życiu taki moment, że stanął pan przed lustrem i powiedział sobie „kurczę, Włodek, jesteś artystą!”. Czy to były właśnie lata pierwszego spotkania z fortepianem, czy może pierwsze nagrody?

WP: Ja wychowałem się w domu muzyków. Moi rodzice byli artystami, moje otoczenie, znajomi rodziców, to też byli muzycy, artyści. To była taka przestrzeń mojego życia od kolebki do dzisiaj. Jestem wśród artystów, muzyki, wśród ludzi sztuki i nie musiałem sobie nigdy wyjaśniać, czy jestem artystą czy nie. To słuchacze sobie dopowiadają, czy widzą we mnie artystę, czy chcą mnie tak nazywać. Jeżeli tak jest, to mogę się tylko cieszyć.

KK: Jest pan Honorowym Obywatelem Podkowy Leśnej. Czy nie czuje pan tremy przed dzisiejszym występem? Będzie pan grał przed swoimi sąsiadami – osobami, które może spotkać pan rano na ulicy...

WP: Wręcz odwrotnie! To jest dla mnie wielkie szczęście, że mogę tutaj zagrać dla wielu znajomych. To jest niesamowite, że przychodzą i razem się cieszymy i mam nadzieję, że tak będzie również i dzisiaj.

JW: „Lubię nasze koncerty z tatą, bo są niebanalne i niepowtarzalne”. To powiedział pana syn, Łukasz. Czy w najbliższym czasie macie panowie w planach wspólne koncerty?

WP: Tak i to już niebawem – 6 kwietnia gramy w Filharmonii Narodowej w Warszawie. Będzie to koncert poświęcony moim dziełom symfonicznym. Będą wykonywane moje utwory na orkiestrę, między innymi mój koncert fortepianowy. Zagramy też razem z Łukaszem  suitę „We are from here” na dwa fortepiany i orkiestrę. Łukasz wykona także koncert wiolonczelowy, napisany przeze mnie specjalnie dla niego pt. „Cellomania” właśnie z orkiestrą Filharmonii Narodowej, ale też z trio, gdzie będę mu towarzyszyć w sekcji rytmicznej.

JW, KK: Dziękujemy serdecznie za rozmowę.

 

Zapraszamy do obejrzenia galerii zdjęć i odsłuchania wywiad na stronach radia FAMA

Polub nas na Facebook
Zobacz galerię: Włodek Pawlik znów zaskoczył Podkowę Leśną